PRZEDWZMACNIACZ LINIOWY/WZMACNIACZ SŁUCHAWKOWY
MANLEY
NEO-CLASSIC 300B
|
|
“Our most esoteric product is THE 300B
PREAMPLlFIER.” Tak rozpoczyna się opis tego urządzenia zamieszczony na
stronie firmowej Manley Laboratories Inc., właściciela marki Manley
. I trzeba przyznać, że Amerykanie, a właściwie EveAnna Manley, jej
obecna właścicielka i duch sprawczy (ciekawe, ale proces
równouprawnienia w języku zachodzi niesłychanie powoli – chociaż już
bez wyrzutów sumienia (językoznawcy) mogę używać żeńskich odpowiedników
niegdyś wyłącznie męskich nazw, to wciąż nie ma takiej możliwości w
przypadku słowa ‘duch’... ‘Duszyca”? Może po prostu „Duszka”? Hmm...
Ale i tak jest nieźle – jeszcze w latach 70. Jan Miodek gęsto
tłumaczył, że już wolno mówić ‘nauczycielka’ i że to nic złego, chociaż
zupełnie nie pasuje do przyzwyczajeń użytkowników języka).
‘Ezoteryczny’ znaczy tyle co ‘tajemny, tajny, dostępny tylko dla
wtajemniczonych, wybranych (u Kopalińskiego w Słowniku wyrazów obcych i obcojęzycznych). Najnowszy Słownik języka polskiego
dodaje do tego jeszcze jeden kwantyfikator: mówiąc, że jest to ‘słowo
książkowe’. To ostatnie oznacza, że słowo wychodzi powoli z użycia, nie
używa się go zbyt często w języku mówionym i pozostaje w języku
„wyższym”, właśnie w książkach. Wciąż oznacza jednak to samo: „coś” dla
wybranych. To coś w tym przypadku to przedwzmacniacz liniowy, który
jest wzmacniaczem słuchawkowym, albo wzmacniacz słuchawkowy, który jest
też przedwzmacniaczem liniowym, w zależności od tego, co MY uznamy za
ważniejsze. Z punktu widzenia konstrukcyjnego każdy wybór jest równie
trafny.
EveAnna wydaje się mieć swoje preferencje, ponieważ cały artykuł na
www, od którego zacząłem ten tekst znajduje się pod nagłówkiem „Manley
300B Preamplifier”. Możliwe jednak, że sprawa wcale nie jest taka
prosta i że zaklasyfikowanie 300B jako przedwzmacniacza służy przede
wszystkim ułatwieniu życia potencjalnym klientom, dla których
ezoteryczne rozróżnienia między preampem i wzmacniaczem słuchawkowym są
niezrozumiałe. Ponieważ jednak jesteśmy tu i teraz, możemy mówić to, co
MY myślimy. A jesteśmy w kręgu słuchawek, a więc ludzi szczególnie
wyspecjalizowanych w odbiorze muzyki reprodukowanej z mechanicznego
nośnika. Wśród ludzi o ezoterycznej wiedzy...
Myślę, że słowo ‘ezoteryczny’ na stronie Manleya miało opisywać jednak
nie tylko to, o czym pisałem, ale także jego wyjątkowość,
niepowtarzalność. Bo oto pozostawiając na boku sprawy klasyfikacji,
trzeba przyznać, że takich przedwzmacniaczy/wzmacniaczy słuchawkowych
się nie spotyka. W niemal 100% przypadków w tego typu urządzeniach –
myślę przede wszystkim o przedwzmacniaczach – jeśli są to oczywiście
urządzenia lampowe, stosuje się triody małej mocy w rodzaju 12AX7,
12AT7, 6922, 12AU7 lub starsze, oktalowe 6SN7 i 6SL7. Wraz z
urządzeniami BAT-a
do tej kolekcji doszła jeszcze super-lampa 6H30. I tyle. A tu Manley
wyskakuje z lampami 300B. Bo to te legendarne triody mocy pracują tutaj
w stopniu wyjściowym, sterowane przez podwójne triody 6SL7. Jeśli
jednak pomyślimy przez chwilę, to być może okaże się, że to
rzeczywiście ma sens. Przecież 300B jest jedną z najbardziej cenionych
lamp, a jej moc pozwala na wysterowanie dowolnych słuchawek i dowolnej
końcówki mocy. Co więcej – ponieważ 8 W, jakie się z niej uzyskuje nie
jest wcale potrzebne, może pracować z mniejszą mocą, a więc w znacznie
bardziej komfortowych warunkach, wyłącznie w zakresie swojej najlepszej
liniowości. Proszę sobie przypomnieć, na czym oparty był najlepszy,
moim zdaniem, wzmacniacz słuchawkowy, jaki do tej pory słuchałem – to
był przecież wzmacniacz zintegrowany Cary CAD-300-SEI na 300B.
300B Manleya jest też unikalny z innego powodu – oto całe zasilanie,
a więc zarówno prostowniki, jak i stabilizatory napięcia (!) wykonano
na lampach. Całe urządzenie, począwszy od podwójnych uzwojeń
transformatora zasilającego ma budowę dual-mono. Nie ma pilota. No tak,
to akurat – moim zdaniem – wada. Ale za to ten niepowtarzalny design,
prosto ze studia nagraniowego, a jednak z myślą o tym, że ma to być
element wnętrza, w którym trzeba normalnie żyć. 300B jest bardzo duży i
ledwie mieści się (chodzi o wymiar wszerz) na mojej półce VAP-a. Ale
nie ma w tym przesady – zasilanie jest bowiem odsunięte od układów
wzmacniających, a wnętrze wcale nie jest puste.
ODSŁUCH
Nie było mi łatwo scharakteryzować brzmienie Manleya, uchwycić to
coś, co powoduje, że gra tak, a nie inaczej. Nie dlatego, że jest
nijaki, ani że jest słaby, ale dlatego, że gra tak niesamowicie
podobnie do moich Lebenów – w roli przedwzmacniacza do modelu RX-28CX, a w roli wzmacniacza słuchawkowego do CS-300.
To bardzo ciekawe, ponieważ pokazuje pewną konsekwencję w działaniach
projektantów w świecie audio – stosując różne techniki dąży się do
wspólnego celu, nawet jeśli się o sobie nie wie. Być może więc, że to
jest to właściwe spojrzenie, ostatecznie niezależnie od siebie doszły
do tego dwie, znakomite firmy – jedna z USA, a druga z Japonii. Mając
więc tak blisko ustawione brzmienie, trzeba było poświęcić Manleyowi
więcej czasu niż zwykle i przesłuchać więcej niż zwykle płyt. Każda
kolejna przynosiła lepsze zrozumienie tego, co słyszę i wyraźniej
pokazywała różnice między tymi brandami – bo ostatecznie to różne
urządzenia – jednak nawet po zakończeniu odsłuchów pozostała we mnie
niepewność co do tego, co bym wybrał, gdybym musiał. Może kiedyś sobie
na to pytanie odpowiem, ale jeszcze nie teraz. A to z kolei prowadzi
nas do pierwszej konkluzji, nawet zanim przejdziemy do opisu brzmienia.
A jest tak, że – zakładam, że Lebeny i Manley to równorzędne urządzenia
– 300B oferuje to samo, co DWA produkty z Japonii, kosztujące wraz z
dodatkowym kablem zasilającym i interkonektem (dla CS-300) około 27 000
zł. Przy 25 000 zł za Manleya. I zajmuje mniej miejsca. Nie, żebym od
razu się rzucał na hurra, bo to nie o to chodzi, ale myślę, że takie
proste porównanie pozwoli lepiej ułożyć sobie wszystko w głowie przed
czytaniem reszty testu.
Pierwsze, to trzeba powiedzieć, że rzeczywiście, wydaje mi się, że
to jednak bardziej przedwzmacniacz niż wzmacniacz słuchawkowy. Nie
dlatego, żeby któraś z tych sekcji była lepsza czy gorsza, tylko
dlatego, że w dłuższej perspektywie lepiej kupić przedwzmacniacz i mieć
wzmacniacz słuchawkowy niż odwrotnie, bo wtedy taki wydatek miałby
mniejszy sens. Urządzenie gra bardzo dokładnym, precyzyjnym dźwiękiem.
Niczego nie ociepla i niczego nie rozjaśnia. Pod tym względem jest więc
lepszy niż testowany niedawno Luxman C-1000f, a nawet Accuphase C-2410.
Jest naprawdę neutralny. Przy szybkim porównaniu z Lebenem wydaje się,
że to dokładnie takie samo granie. Po dłuższych sesjach słychać jednak,
że każde z urządzeń ma swoje własne preferencje i słabostki. Preamp
Manleya gra większym, bardziej intymnym dźwiękiem niż Leben, w czym
przypomina wspomnianego Luxmana i Accuphase’a. Dźwięk jest lekko z
przodu, może bez wychodzenia przed głośniki, bo akurat gradacja planów
jest tutaj bardzo dobra, a raczej w sensie promowania ciepłych głosów i
instrumentów, które są intymne, pełne i pozbawione chropowatości. A to
przy braku osłabienia góry. Słuchając Jacka Johnsona z płyty Sleep Through The Static (Brushfire Records, 756055, CD; recenzja TUTAJ)
dało się wprawdzie zauważyć lekkie „ozłocenie” blach, tj. podawanie ich
w nieco gładszy, ale też i bardziej trójwymiarowy sposób niż z Lebena,
jednak przytaczam to raczej z potrzeby pełnego naświetlenia sprawy niż
dlatego, że to jest absolutnie potrzebne. Dopiero takie wyczynowe
nagrania jak Full of Colour Vittorio Ghielmiego (Winter&Winter, 910 119-2, CD; recenzja TUTAJ)
z genialnymi wiolonczelami i instrumentami z tym instrumentem
związanymi pokazały, że rzeczywiście, gdzieś na górze jest lekkie
„domknięcie”. Nie skutkuje to ociepleniem przekazu, ani gorszą niż w
Lebenie przestrzenią, ale z drugiej strony nie daje tak fenomenalnego
przekazu, jak w systemie Ancient Audio z Lektorem Grandem SE, gdzie
mamy zintegrowany przedwzmacniacz.
 Druga strona pasma jest mocna, wypełniona i też nieco zaokrąglona.
Tego ostatniego nie daje się jednak potraktować jako wadę, bo i
przywoływany Accuphase, i Luxman grają jeszcze bardziej zaokrąglony
bas. Chodzi tylko o to, że tam, gdzie Leben, jak w utworze otwierającym
genialnie nagraną płytę (to taka rockowo-elektroniczna formacja Alana
Wildera, byłego członka Depeche Mode, w tym przypadku z niesamowitym
głosem prosto z Luizjany...) grupy Recoil SubHuman (Mute,
LCDStumm279, CD + DVD-A), podaje bez skrępowania bardzo głęboki,
sztucznie wygenerowany bas, tam Manley troszkę go spłyca. I podobnie,
jak przy górze – nie jest to nawet wada, bo Leben w tej mierze jest
wyjątkowy, ale z pełnopasmowymi kolumnami będzie to lekko odczuwalne.
Już jednak średni i wyższy zakres basu jest w Manleyu nieco lepszy. To
tutaj słychać pełną harmonię i nasycenie. Leben gra te dźwięki w ciut
uproszczony sposób. Może nie chodzi nawet o mniejszą rozdzielczość w
sensie rysowania krawędzi, a raczej o mniejszą ilość harmonicznych,
jakby dźwięku było tam trochę mniej. A to oznacza, że Manley jest
jednym z lepszych przedwzmacniaczy, jakie znam, które potrafią zagrać
kontrabas i wiolonczelę (nie chodzi wprost o dźwięk podstawowy, ale o
to, jak dzięki takiemu charakterowi jest definiowane to, co jest wyżej)
w tak naturalny sposób, łącząc miękkość z precyzją. Powtarzało się to
też i przy innych płytach, jak np. przy przyjemnej, spokojnej płycie
Madaleine Peyroux Half The Perfect World (EmArcy/Rounder,
703279, CD). Nagranie to nie jest specjalnie wybitne, bo prowadzone w
manierze poprzedniej płyty wokalistki pt. Careless Love (jej winylową wersję w remasterze Mobile Fidelity recenzowaliśmy TUTAJ)
nie ma tej samej świeżości. Co więcej, ponieważ sygnał najwyraźniej
został przepuszczony przez jakieś urządzenie (lub komputerowy plug-in)
ocieplające przekaz, dodający „lampowego” kolorytu, nie jest specjalnie
rozdzielcze. I Manley pokazał tutaj, że jest tam jednak wiele muzyki,
że może rzeczywiście ciepłota tej realizacji jest nieco przesadzona,
ale można tego słychać z przyjemnością.
I tak dochodzimy do średnicy. Ta jest bardzo, bardzo dobra. Nie
podchodziłem do testu z założeniem, że jest „tak i tak”, bo mamy lampy
300B, ale tak wyszło – dźwięk dźwięków ze środka pasma jest taki, jaki
zwykle się oczekuje po tych triodach. Ale bez ocieplenia, żeby była
jasność. Głos Mela Tormé z płyty Mel Tormé at The Cresscendo
(Bethehem/JVC, VICJ-61461, K2 HD, CD), mimo że zarejestrowany w dość
suchej manierze, brzmiał w wiarygodny sposób. Jak wspominałem przy
okazji testu wzmacniacza Art Audio Quintet, da się tę płytę odegrać
niezwykle przyjemnie jednak potrzebna jest do tego nasycona średnica.
Quintet zrobił to fenomenalnie. Manley – też bardzo dobrze, jednak
wyszło przy tym na jaw coś, co tyczy się chyba bardziej mojego systemu
niż samego urządzenia. Otóż wspomniany nasycony dół pokazał wokalistę i
jego zespół w duży, dobry sposób. Wyższa średnica była jednak ciut
mocniejsza, niż bym sobie tego życzył. W moim systemie referencyjnie
zagrał ją wspomniany Quintet, zaś w innych systemach produkty Ancient
Audio u jednego z członków Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. Myślę
jednak, że to bardziej problem moich kolumn w połączeniu ze
wzmacniaczem niż Manleya. W Dobermannach Harpii Acoustics,
które używam zastosowano głośnik średniotonowy z metalową membraną. Nic
nie mam przeciwko metalowi, ma wiele zalet i niewiele wad, jednak w
tych kolumnach zwrotnica dzieli pasmo z opadaniem 6 dB na oktawę. A to
z metalowymi membranami pewien kłopot, bo mają one spore skoki (piki)
poza pasmem przenoszenia, które zwykle (tu nie) się tłumi. Zaletą
takiego rozwiązania jest to, że nie zmulamy w ten sposób przekazu, a
otrzymujemy niezwykle szybki i precyzyjny dźwięk. Wszystko jest sprawą
wyboru. Jak by nie było, po niemal dwóch latach grania Harpii dochodzę
do wniosku, że można by ten ich aspekt przetwarzania poprawić.
Szczególnie wizyta w moim systemie kolumn Vescova Isophona,
która mając własne problemy (to genialne kolumny, ale jak każdy
produkt, ma i zalety, i wady), grały genialnie nasyconym dźwiękiem bez
cienia owych „świerszczyków”, przekonała mnie, że chyba czas na jakieś
zmiany. Jeśliby ten element jeszcze bardziej doszlifować, Dobermanny
wkroczyłyby na nowy poziom. Ale po co to piszę – ano właśnie z
otwartymi urządzeniami wyższa góra z niektórymi nagraniami nie jest tak
plastyczna, jakbym sobie to mógł wymarzyć. I Manley tak to pokazał.
Urządzenia gra bowiem otwartą średnicą – może i nasyconą, ale nie
ocieploną. Stąd wcale nie jest tak, że możemy podłączyć jakąś
jaśniejszą końcówkę czy kolumny i wszystko się wyrówna. Manleyem trzeba
grać po prostu w neutralnym otoczeniu.
Na sam koniec zostawiłem sprawę wzmacniacza słuchawkowego. A to
dlatego, że przez słuchawki dostajemy dokładnie ten sam dźwięk, jaki na
wyjściach RCA, a więc taki, jak opisałem. Dużo będzie oczywiście
zależało od użytych słuchawek, jednak z AKG K 701
będzie właśnie tak. I, podobnie, jak z sekcją przedwzmacniacza, to nie
tak daleko od poziomu mojego Lebena. Może w japońskim wzmacniaczu bas
chodzi nieco niżej i ma się wrażenie większej dynamiki, jednak różnice
nie są duże, a za to Manley gra bardziej mięsistą, lepiej nasyconą
średnicą. Naturalne jest więc porównanie z Cary, o którym pisałem. Nie
miałem tych urządzeń koło siebie, więc nie będzie to 1:1, ale dobrze
zapamiętałem tamten dźwięk. Cary dodawało do tego, co otrzymujemy z
Lebena i Manleya coś ekstra, głębię i naprawdę trójwymiarowy obraz
instrumentu. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, jednak bez wyraźnej
głębi. Czytając to trzeba oczywiście pamiętać, gdzie jesteśmy – Cary to
najlepszy wzmacniacz słuchawkowy, jaki słyszałem (nawet, jeśli to
właściwie wzmacniacz zintegrowany), zaś Leben i teraz Manley są zaraz
za nim. Potem długo nic i dopiero hen są inne urządzenia. Przynajmniej
spośród tych, które miałem w swoim systemie. Wyjątkiem od reguły jest
system Omega STAX-a,
jednak to nie jest sam przedwzmacniacz, a właśnie system: wzmacniacz +
słuchawki (elektrostatyczne). Ten system gra tak, jak Cary z AKG.
Jedynie Cary ze słuchawkami Ultrasone
Edition 9, które kiedyś słuchałem przebiły STAX-y. Ale za jaką cenę!
Jedyną niewiadomą na dzień dzisiejszy pozostaje sekcja słuchawkowa w
przedwzmacniaczu Nagry PL-P, który właśnie został wniesiony przez
kuriera. Kiedyś już testowałem to urządzenie, wraz z końcówką mocy MAP
(dla „Audio”), ale nie pamiętam tego na tyle, żeby wydawać wiążące opinie.
Podsumowując trzeba powiedzieć, że przy obecnej cenie Manleya to
bardzo atrakcyjna propozycja. Jako wzmacniacz słuchawkowy jest bardzo
dobry, ale traktowałbym go raczej jako przedwzmacniacz liniowy z
przedwzmacniaczem słuchawkowym niż odwrotnie. Jest wszechstronny, grał
różną muzykę w równie dobry sposób, zarówno jazzowe perełki w rodzaju A Garland of Red Red Garland Trio (Prestige/Universal Music Japan, UCCO-5126, CD), jak i elektronikę w rodzaju Violatora Depeche Mode (Mute, DMCD7, SACD/CD + DVD-A; recenzja TUTAJ).
Proponuje bardzo wyrównany, neutralny dźwięk z lekką nutką słodyczy,
wynikającej raczej z lampowego zasilania niż z zastosowanych lamp.
Manley trochę podkreśla różnice między nagraniami, tj. jeśli jest
dynamiczne, to je podkręca, a jeśli sentymentalne, to ociepla, ale być
może taka jest prawda – ostatecznie nie byłem przy tym, kiedy nagrywano
którąkolwiek (niemal) z płyt, które mam. W moim przypadku znacznie
lepsze było wyjście ‘Direct”, które – w opozycji do wyjścia
transformatorowego – miało pełniejszy, bardziej plastyczny dźwięk.
Głosy były z nim znacznie bardziej wiarygodne. Można oczywiście
spróbować wymienić lampy na inne i jeśli tak, to zacząłbym od 300B –
Full Music Mesh Plate lub węglowe wszystko poprawią. Myślę jednak, że
lampy Sovteka, tutaj w wydaniu Electro-Harmonix są na tyle dobre, że
nie ma co szaleć. Jedyne, co mi zabrakło to pilot zdalnego sterowania.
BUDOWA
Neo-Classic 300B firmy Manley to przedwzmacniacz liniowy
zintegrowany z sekcją wzmacniacza słuchawkowego. Podobnie jak inne
urządzenia tej firmy, otrzymał aluminiowy front w kolorze navy-blue, w
którym wycięto otwory pozwalające przykręcić urządzenie do racka w
studiu. Firma Manley obsługuje bowiem zarówno studia, jak i mieszkania.
Z przodu mamy dużą gałkę siły głosu pośrodku i dwie mniejsze po bokach
– jedną zmieniamy wyjście (pięć liniowych, w tym jedno z pętlą do
nagrywania), a drugą włączamy napięcie zasilające. Z lewej strony
umieszczono dwa gniazda słuchawkowe, a po prawej podświetlane na biało
logo firmy i modelu. Całość stoi na czterech aluminiowych pilarach
zakończonych ostrymi szpikulcami. Z tyłu znajdziemy pięć wejść
liniowych na gniazdach RCA (dobrych) oraz trzy wyjścia – dwa regulowane
z przedwzmacniacza (jedno wprawdzie oznaczone ‘sub’, sugerując
podpięcie subwoofera, ale to ten sam sygnał, co na głównym wyjściu)
oraz wyjście nieregulowane do nagrywania. Widać tutaj również duży
radiator – to wprawdzie nie końcówka mocy, ale jak się za chwilę okaże,
napięcie dla żarzenia wszystkich lamp jest prostowane i stabilizowane,
a przy 300B oznacza to duże prądy.
Zanim wejdziemy do środka, wspomnijmy jeszcze o tym, co się dzieje
na górze. 300B to bowiem dość nietypowy przedwzmacniacz, bo przypomina
regularny, lampowy wzmacniacz zintegrowany, z dużym transformatorem
zasilającym oraz wszystkimi lampami na wierzchu. Na wejściu zastosowano
podwójne triody 6SL7 z gumowymi ringami tłumiącymi wibracje, zaś na
wyjściu bezpośrednio żarzone triody mocy 300B. W zasilaczu pracują z
kolei lampy 5AR4 (prostownik) oraz OD3A (stabilizacja napięcia). Te
ostatnie pochodzą z wojskowych zapasów JAN amerykańskiej armii, a
wyprodukowała je firma Raytheon. Pomiędzy nimi umieszczono cztery
kondensatory filtrujące z logo Manleya, wyprodukowane przez amerykańską
firmę Dubilier. Po lewej stronie, z przodu umieszczono trzy hebelkowe
przełączniki. Jednym wybieramy impedancję słuchawek: 30-300 Ω lub
300-4000 Ω, wybierając odpowiednie odczepy w transformatorach
wyjściowych. Drugi hebelek służy do wyboru wyjścia – możemy z Manleya
wyjść albo bezpośrednio (tj. przez kondensatory), albo prze
transformatory. Przy korzystaniu z wyjścia słuchawkowego musimy wybrać
pozycję ‘Transformer’. I jest jeszcze jeden przełącznik, którym
wybieramy między wyjściem liniowym i słuchawkowym. Nie da się aktywować
obydwu w tym samym czasie.
Otwarcie dolnej ścianki, wykonanej z ażurowej blachy stalowej,
ukazuje układ zmontowany na kilku płytkach drukowanych. Pionowo przy
tylnej ściance mamy płytkę wejściową z wlutowanym ładnym mechanicznym
selektorem, którego oś przedłużono do przedniej ścianki. Stąd, dość
długimi kabelkami produkcji własnej Manleya, trafiamy do umieszczonego
przy przedniej ściance, dużego potencjometru Alpsa, a stąd do płytki z
właściwym układem. Zastosowane elementy bierne są wysokiej próby, bo to
oporniki dużej mocy Dale i kondensatory polipropylenowe z logo Manleya.
W układzie katody lamp 6SN7 zastosowano kondensatory elektrolityczne
Nichicona i szeregowo wyjątkowo ładny kondensator polipropylenowy Wimy.
Także przy katodach 300B znajdziemy duże elektrolity Nichicona,
zbocznikowane polipropylenami Wimy. Napięcie stabilizowane jest w
układzie dual mono z bardzo ładnymi kondensatorami – a jakże –
Nichicona i scalonym stabilizatorem napięcia. Osobne stabilizatory
przeznaczono dla żarzenia poszczególnych lamp. Na wyjściu znajdziemy
ogromne (30 μF) kondensatory polipropylenowe Rel-Cap i transformatory
wyjściowe nawinięte przez Manleya. To między nimi wybieramy wychodząc z
przedwzmacniacza. Wyjścia słuchawkowe są solidne, ale niezłocone.
Całość wygląda bardzo porządnie i ma znak jakości – bez ezoterycznych
pomysłów, ale też i bez redukcji często stosowanej przez inżynierów,
którzy nigdy w życiu nie słyszeli dobrego systemu audio i dla których
kondensator, to kondensator. Uniknięto plątaniny kabli, bo jedyne tu
obecne to kable zasilające i przewody z sygnałem z wejścia i do wyjścia.
DANE TECHNICZNE (wg producenta): |
Max. wzmocnienie |
18 dB |
Sprzężenie zwrotne (ustawiane) |
8 do 12 dB |
Szum(typowo) |
-70 dB (1 Hz - 100 kHz) |
Stosunek sygnał-szum (typowo) |
105 dB (ważone, 20 Hz - 20 kHz) |
Pasmo przenoszenia |
5 Hz - 50 kHz (+/- 1 dB) |
Separacja między kanałami (L to R) |
48 dB/1 kHz ; 35 dB/10 kHz; 34 dB/20 kHz |
Separacja między kanałami (R to L) |
50 dB/1 kHz ; 40 dB/10 kHz; 37 dB/20 kHz; |
THD |
0,08 %/1 kHz/1 V rms |
THD+N |
-80 dB (0,01 %) |
Czułość wejściowa |
250 mV (-9,8 dBu)/1 V na wyjściu |
Impedancja wejściowa |
100 kΩ |
Impedancja wyjściowa (linia) |
100 Ω |
Maksymalny poziom wyjściowy |
17,2 dBu lub 5,636 V rms/1 kHz |
Pobór mocy |
170 W |
|